logo-gk4(1)

P_gminaEvenio

10 KWIETNIA – GÓRA KALWARIA PAMIĘTA

10.04.201810:17

Robert

smolensk7W ósmą rocznicę katastrofy smoleńskiej władze Góry Kalwarii uczciły pamięć mieszkanki, która zginęła 10 kwietnia – ppor. Agnieszki Pogródki-Węcławek.

Kwiaty na grobie funkcjonariuszki Biura Ochrony Rządu – znajduje się on na kalwaryjskim cmentarzu parafialnym – złożył w imieniu samorządu burmistrz Dariusz Zieliński. Obecni byli również jego zastępcy, sekretarz gminy, przedstawiciele Rady Miejskiej, a także reprezentanci Zakładu Gospodarki Komunalnej, księża, uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 i kadeci z liceum przy ul. Budowlanych oraz żołnierze z warszawskiej I Bazy Lotnictwa Transportowego.

10 kwietnia 2010 r. w rosyjskim Smoleńsku rozbił się polski samolot rządowy. 96 osób leciało na uroczystości związane z rocznicą zbrodni katyńskiej. Wszyscy ponieśli śmierć, m.in. prezydent naszego kraju Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, przedstawiciele parlamentu, Sił Zbrojnych RP, rzecznik praw obywatelskich, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, prezes Narodowego Banku Polskiego... Życie straciło dwoje mieszkańców naszej gminy – zginął także funkcjonariusz BOR Paweł Krajewski (został pochowany w Przasnyszu).

Oto fragment artykułu, który ukazał się w lokalnej gazecie „Nad Wisłą” 22 kwietnia 2010 roku:

Agnieszka Pogródka-Węcławek większość swego 34-letniego życia spędziła w Górze Kalwarii, potem mieszkała w Czersku. Kilka lat temu przeprowadziła się do Warszawy.

Oficer BOR Grażyna Kwiatkowska była jej bliską koleżanką. Przy ul. Podchorążych pracowały razem 12 lat. Pamięta ostatni dzień z „Agnes” (jak nazywano mł. chor. Pogródkę-Węcławek). W piątek, dzień przed wylotem tupolewa, pomagała jej w papierkowych sprawach związanych z podróżą. – O 15.00 Agnieszka powiedziała, że już pójdzie, że jutro musi wcześnie wstać. „Cześć!”. „Cześć!” – opowiada podporucznik Kwiatkowska.

Gdy dowiedziała się, że samolot spadł, powtarzała w myślach: „Na pewno ktoś przeżył”. Dopóki nie zobaczyła w telewizji szczątków maszyny. – Szok nie do opisania. Chodziłam po pokoju w lewo i w prawo, mówiąc: „To niemożliwe, to niemożliwe” – relacjonuje.

– Rodzice Agnieszki stracili nadzieję dopiero w poniedziałek – mówi Barbara Sulak z Czerska, sąsiadka państwa Pogródków.

Do Katynia mł. chor. Pogródka-Węcławek zabrała świeżo kupioną bransoletkę z czterolistną koniczynką. – Z wygrawerowanym imieniem męża: Albert – zdradza Grażyna Kwiatkowska. – Agnieszka bardzo, bardzo go kochała. Byli ze sobą niezwykle szczęśliwi. Poznali się na służbie, on jest naszym funkcjonariuszem. Do BOR przyszła w 1998 r., mundur założyła po czterech latach pracy jako sekretarka. Uwielbiała swój fach. Lubiła latać.

– Była dla mnie wzorem, jeśli chodzi o dążenie do celu. Zdeterminowana, konsekwentna. Wiedziała, czego chce, i w życiu prywatnym, i w zawodowym – wspomina ją jedna z przyjaciółek. – Uparta w dobrym tego słowa znaczeniu. Perfekcjonistka – dodaje ppor. Kwiatkowska.

Agnieszka Pogródka-Węcławek tryskała optymizmem: uważała, że problemy istnieją po to, by mieć co rozwiązywać. I że nie ma problemów nie do rozwiązania. Tryskała humorem. Do kolegów z pracy zwracała się „chłopczyku”, robiła psikusy. Dwa tygodnie przed wyjściem za mąż (2005 r.) na jednej z warszawskich ulic otworzyła szybę auta i zawołała do jakiegoś kierowcy, żeby się zatrzymał, bo piękny ma wóz i chciałaby takim pojechać do ślubu. Zapytała, czy mogliby się na jakiś czas wymienić samochodami – i się wymienili.

– Nie zdarzyło się, żeby przeszła i się nie uśmiechnęła – przypomina sobie Barbara Sulak. Agnieszka Pogródka-Węcławek czytała książki historyczne, uprawiała biegi i pływanie.

W ten wtorek spoczęła na cmentarzu w Górze Kalwarii.

Paweł Krajewski, chorąży, zginął jako 34-latek. Zostawił żonę i dwoje małych dzieci.

Do Góry Kalwarii sprowadził się w ostatnie wakacje. – Nie kojarzę go – mówią sąsiedzi, z którymi rozmawialiśmy. Do naszego miasta przeniósł się z mazowieckiego Przasnysza. Bardzo dobrze znali go tamtejsi harcerze. Długo działał w przasnyskim hufcu ZHP, zdobył stopień podharcmistrza.

– Paweł był społecznikiem. Jako uczeń organizował szkolne imprezy, jako drużynowy – rajdy, biwaki. Pełen entuzjazmu – piszą jego przyjaciele we wspomnieniu przesłanym „Nad Wisłą”.

– Miał cechy przywódcze, charyzmę. Wymagający – opowiadają druhowie. Przy czym – jak dodają – brał pełną odpowiedzialność za swoje czyny. I powtarzał, że „na szacunek wśród podwładnych trzeba sobie zasłużyć”. – Nie mogę wydać rozkazu, którego sam bym nie wykonał – mawiał. Nadano mu przydomek Statua.

Od nastolatka „ułożony”, ale i z pogodą ducha. – Sympatyczny, pomocny, zjednywał sobie ludzi – wylicza jedna z bliskich mu osób. Po smoleńskiej tragedii harcerze z rodzinnej miejscowości napisali o Pawle Krajewskim wiersz. „Zawsze będziesz zamykał przyjaźni krąg/ Choć już nigdy nie uściśniemy sobie rąk...” – brzmią ostatnie wersy.

Do BOR dostał się przed 14 laty, trafił tam z wojska. Marzył, by zostać ochroniarzem VIP-ów. – I dzięki jego ogromnej pracy i wytrwałości to marzenie się spełniło – podkreślają jego przyjaciele.

Śpiewał i grał na gitarze – poproszony o piosenkę, nigdy nie odmawiał. Nurkował, chodził po górach. Został honorowym dawcą krwi. – Spragniony życia, nigdy nie umiał usiedzieć w jednym miejscu – podsumowuje jego kolega. – Ale najważniejsza była dla niego rodzina. Dla niej zrobiłby wszystko i poszedł wszędzie.

W poniedziałek Paweł Krajewski został pochowany w Przasnyszu. Pośmiertnie awansowano go – tak jak Agnieszkę Pogródkę-Węcławek – na stopień podporucznika.

pogrodka-weclawekkrajewskismolensksmolensk1smolensk2smolensk3smolensk4smolensk5smolensk6

fb_perlymazowsza

czyte_powietrze_aktualnosci_2

logo-karta-seniora

Evenio_baner

LCK(1)

ZP

LOGO_portal_mapowy

Partnerzy:

 zpwc1-k_i_s_logo

Miasta partnerskie:

carworzelcampagna

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2012 - Gmina Góra Kalwaria